Pechowa Dwunastka: Czy jesteś słabym ogniwem bezpieczeństwa informacji?

Pechowa Dwunastka: Czy jesteś słabym ogniwem bezpieczeństwa informacji?

Koniec roku jest często okazją do podsumowań i przemyśleń co się udało (a co nie), zrealizować ze swoich zarówno biznesowych jak i osobistych planów. To też czas na ocenę zmian na rynkach, choć główna taka analiza przypada na okres, zamknięcia roku fiskalnego. Dla krajobrazu zagrożeń technologii informatycznych, czy tez „cyber”, podsumowania dostępne są już teraz, razem z szacunkami na przyszły rok. Zainteresowanych takimi informacjami odsyłam tutaj oraz tutaj. Nikogo nie powinno dziwić, że statystycznie liczba incydentów raportowanych w roku 2018 jest znacząco większa niż w latach wcześniejszych. Dzieje się tak czy to z uwagi na eksploatację sprawdzonych schematów przestępczych, dających coraz to większe zyski atakującemu, czy to lepszego raportowania, po części wynikającego z powstających jak grzyby po deszczu przepisów i regulacji. Taki mamy klimat i trzeba jakoś sobie radzić.

To co się dzieje w okolicy i w środowisku w którym zarabiamy i odpoczywamy to jedno, drugie, dużo ciekawsze dla nas osobiście – to czy mamy osobisty wkład w te statystyki. Rzeczywistość bywa brutalna a praktyka nie pozostawia złudzeń. Nawet ekspert od bezpieczeństwa informacji popełni raz w roku błąd który jest przyczyną potencjalnego incydentu bezpieczeństwa. Czasami jest to kwestia takiego samego hasła używanego w kilku miejscach, w tym służbowych i prywatnych. Czasami to pendrive na szybko wciśnięty w służbowe urządzenie, czy prywatny telefon z danymi (np. adresowymi) firmowymi. A czasami to konkretne i poważne „wykroczenia” jak praca zabrana do domu, czy to na służbowym laptopie podpinanym do nieznanych sieci, czy też mailem, bądź na niezarejestrowanym nośniku.

Czy to w ogóle ma znaczenie? Jeśli incydent się nie „zmaterializował” i jakoś się tym razem udało, to czy należy się tematem przejmować? Tak. Zdecydowanie. Raporty podsumowujące to zjawisko w szczegółach, w tym ten tutaj, nie pozostawiają złudzeń. Zdecydowana większość incydentów bezpieczeństwa występuje z uwagi na niepożądane zachowania ludzi. Co zatem można zrobić, by uchronić swój biznes i zredukować swoje przyszłe ryzykowne zachowania? Jakie postanowienia noworoczne mają sens aby zmniejszyć szansę wystąpienia błędu ludzkiego, który może zostać wykorzystany przez przestępców, w tym tych działających w cyberprzestrzeni?

Tym tekstem rozpoczynam serię artykułów poświęconych analizie typowych przyczyn błędów ludzkich. Źródłem tego materiału są poważne badania zrealizowane przez, ale i na zamówienie amerykańskich i kanadyjskich organizacji nadzorujących lotnictwo i wypadki lotnicze. Jak się okazuje, czy to lotnictwo, czy cyberprzestrzeń, wszędzie tam gdzie jest człowiek – popełnia te same błędy. I choć konsekwencje jeszcze dzisiaj są mniej bolesne i poważne dla błędów w cyberprzestrzeni, ten stan rzeczy zmienia się szybciej niż możemy przewidzieć. Już dzisiaj zdalnie sterowany cyfrowy rozrusznik serca może stanowić śmiertelne zagrożenie i okazję do żądań okupu ze strony przestępcy. Podobnie samochód, czy linia produkcyjna, której zabezpieczenia ktoś zdalnie deaktywuje narażając życie i zdrowie pracowników.

Wspomniane badania określane są listą Brudnej Dwunastki. W naszym kraju, nadaliśmy jej bardziej swojską nazwę Pechowej Dwunastki, głównie z uwagi na nasz powszechny zwyczaj usprawiedliwiania swoich porażek „pechem”. Od stycznia, miesiąc po miesiącu omawiać będziemy na łamach tego bloga kolejne czynniki, które samodzielnie stanowią jedynie zagrożenie, jednak w kumulacji, praktycznie materializują incydent. Każdą z kategorii omówimy w kontekście technologii i interakcji ludzi z jej użyciem. Poruszymy dostępne, realne przykłady incydentów i zrobimy projekcję na nowe technologie.

Lista czynników błędów ludzkich jest następująca:

  • Organizacyjne: zwyczaje, brak wiedzy, brak komunikacji, brak zasobów, brak pracy zespołowej, presja.
  • Personalne: utrata uwagi, zmęczenie, stres, brak świadomości, brak zaangażowania, przecenianie siebie.

I jak? Interesujące?

O tym, jak istotne jest zrozumienie wpływu tych czynników na bezpieczeństwo technologiczne Twojej firmy może świadczyć analiza mega wycieku informacji z Equifax (2017 rok). Raport udostępniony kilka dni temu wskazuje jako bezpośrednią przyczynę brak aktualizacji systemów informatycznych na znaną podatność w środowisku Apache Struts. Pośrednią przyczyną, wskazaną przez eksperta od analizy zachowań ludzkich w kontekście bezpieczeństwa systemów informatycznych, były konflikty personalne kierownictwa firmy i w ich efekcie wydłużenie linii raportowania CSO, oraz umieszczenie go w obszarze obsługi prawnej. Choć sytuacja konfliktu personalnego została rozwiązana tym sprawnym ruchem menadżerskim, dużo wcześniej przed atakiem i samym problemem podatności, miała ona istotny wpływ na operacyjną efektywność między innymi procesu łatania podatności, co umożliwiło włamanie.

Ten przykład pokazuje, że bezpieczeństwo systemów informatycznych, jest krytycznie zależne od ludzi, od tego czy, oraz jakie błędy popełniają a także czy się na nich uczą czy nie…

Do zobaczenia w styczniu 2019 roku.

Przy okazji warto wziąć sobie do serca jedną z porad Instytutu SANS dotyczącą zabezpieczenia urządzeń mobilnych przed nieautoryzowanym dostępem, oraz zaszyfrowanie ich zawartości. Okazuje się, że zgodne ze wspomnianym wcześniej raportem ponad 100 razy więcej urządzeń zostanie zgubionych niż faktycznie ktoś się na nie włamie. Pilnujcie zatem swoich urządzeń z danymi osobistymi i firmowymi podczas szampańskiej zabawy!

Spokojnego końca starego roku!

 

 

Artur Marek Maciąg

Inicjatywa Kultury Bezpieczeństwa, doświadczony expert i pasjonat bezpieczeństwa informacji.

 

 

 

Stało się. Reakcja na incydenty bezpieczeństwa IT.

W niniejszym artykule podzielimy się swoimi doświadczeniami z wykonywanych zawodowo procesów obsługi incydentów. Przedstawimy krajobraz, na jaki zwykle możemy natknąć się w organizacji bezpośrednio po wykryciu incydentu. Pokażemy przykłady błędnych działań, które są wtedy podejmowane, oraz takich, które powinny zostać podjęte.

Stare komputerowe porzekadło mówi, że administratorzy IT dzielą się na takich, którzy robią kopie zapasowe i na takich, którzy je będą robić. Na gruncie bezpieczeństwa IT można by powiedzieć, że firmy dzielą się na takie, które wykonują (zazwyczaj zlecają) testy bezpieczeństwa i takie, które kiedyś to zrobią. Należałoby tu też uczciwie zaznaczyć, że wykonane testy bezpieczeństwa (i oczywiście wdrożenie po nich poprawek) nie gwarantują, że do żadnego incydentu nie dojdzie. Takie działania po prostu wyeliminują szerokie spektrum zagrożeń technicznych, ale wciąż będzie mogło dojść do incydentu, którego źródłem będą metody socjotechniczne, np. phishing.

W każdym zatem wypadku warto na incydent być przygotowanym. Po pierwsze dlatego, że incydent wystąpi nagle, bez ostrzeżenia i prawdopodobnie w najmniej oczekiwanym przez organizację momencie (tu warto wtrącić, że atakujący z reguły najbardziej aktywni są w okolicach wolnych od pracy dni). Z jednej więc strony mamy niespodziewaną informację, że intruz kontroluje w jakimś stopniu naszą infrastrukturę, z drugiej nie wiemy właściwie w jakim zakresie i jakie ma zamiary. Nie wiemy, czy przerwał swoje działania czy może właśnie wyprowadza bądź niszczy nasze dane.  

Można by się pokusić o porównanie włamania cybernetycznego z włamaniem fizycznym do lokalu bądź budynku i to drugie okaże się dla ofiary bardziej komfortowe, jakkolwiek by to nie brzmiało. Stwierdzić, że złodzieja nie ma w lokalu jest relatywnie łatwo i można to zrobić we własnym zakresie (teoretycznie, w praktyce zalecamy pomoc Policji). Nie nastręczy też większych problemów ustalenie jakich dóbr w lokalu ubyło i jakie zostały zniszczone.  Zupełnie inaczej sprawy się mają w wypadku ataku IT, bo po pierwsze system komputerowy jest daleko bardziej skomplikowany niż mieszkanie a po drugie zawłaszczenia dóbr cyfrowych z reguły zwyczajnie nie widać. Wszystko to każdy administrator systemu czuje intuicyjne, ale ta wiedza niekoniecznie pomaga w działaniach. Ta świadomość oraz presja czasu ze strony przełożonych, współpracowników czy klientów mogą przekładać się (i przekładają się) na nieprzemyślane działania.

Najczęstszym działaniem w tego rodzaju okolicznościach jest odłączenie systemu komputerowego od zasilania, co jest kardynalnym błędem. Wyłączenie zasilania jest rozwiązaniem typowo chwilowym, które co prawda pozwoli przerwać atak, ale jednocześnie bardzo skutecznie zatrze jego ślady. Dla jasności powiedzmy, że tzw. grzeczne zamknięcie systemu (ang. shutdown) nie jest tu bardziej korzystne – a zapewne może i mniej.  Dlaczego tak jest? W ulotnej pamięci operacyjnej komputera przechowywane są najważniejsze z punktu dalszego dochodzenia okoliczności ataku informacje: zainfekowane procesy systemowe, własne procesy atakujących czy informacje o otwartych połączeniach sieciowych. Zainfekowany komputer należy zatem odłączyć od sieci informatycznej – najpewniej jest wyciągnąć wtyczkę Ethernet z gniazdka. Dzięki temu definitywnie zostanie przerwana komunikacja pomiędzy maszyną a atakującym: więcej danych komputera nie opuści i nie zostaną też przekazane kolejne instrukcje z zewnątrz.  To nam wystarczy.

No dobrze, a co jeśli zaatakuje nas nie człowiek, a skrypt, pokroju szyfrujących Wannacry czy CryptoLockera? Po odłączeniu komputera od sieci należy go zahibernować. Hibernacja (na szczęscie dostępna w każdym systeme rodziny Windows, ulubionej przez szkodliwe szyfratory), spowoduje, że szyfrowanie zostanie przerwane, a znajdujące się w pamięci operacyjnej dane (klucze szyfrujące), które mogą pomóc w deszyfracji danych przez specjalistę nie znikną z naszego zasięgu.

Przestrzeganie przedstawionych prostych zasady samo w sobie w ogromnym stopniu ułatwi proces późniejszego łagodzenia skutków incydentu teleinformatycznego. Należy jednak pamiętać, iż organizacja powinna wypracować na swój użytek bardziej złożone procedury reakcji na incydent bezpieczeństwa, które będą uwzględniały specyfikę danego środowiska, np. krytyczności i zależności systemów komputerowych czy kompetencje pracowników.  Istnieją też różne kategorie incydentów i w ślad za nimi warto mieć różne warianty postępowań.

Od niedawna dużą rolę odgrywa też wszechobecne RODO – na zgłoszenie incydentu z udziałem danych osobowych mamy 72h, czyli 3 doby. W praktyce to nie jest wiele czasu, żeby choć wstępnie zapanować nad poincydentalnym chaosem i ocenić, czy faktycznie doszło do naruszenia ochrony danych osobowych. Procedury na taką okoliczność mogą okazać się zbawienne. Warto o tym pamiętać.

Znaczenie zarządzania logami dla bezpieczeństwa organizacji

W artykule postaramy się przybliżyć tematykę zbierania i analizy szeroko rozumianych logów systemów informatycznych. Wyjaśnimy przy okazji, czym jest ostatnio popularne ostatnio pojęcie SIEM.

Cechą wszystkich systemów informatycznych jest to, że zapisują logi, czyli prowadzą dzienniki swoich działań. Bez logów niemożliwe byłoby zarówno bieżące nadzorowanie takich systemów, jak też dochodzenie przyczyn ich awarii. Logi systemowe mogą być także kopalnią wiedzy na temat zagrożeń i ataków, z którymi przychodzi mierzyć się serwerom i aplikacjom. Niestety, to ostatnie zastosowanie najczęściej jest zaniedbywane.  

Każdy, kto kiedyś zaglądał w dzienniki jakiejś aplikacji dostępnej w sieci, choćby wewnętrznej, zdaje sobie sprawę, jak bogate życiea ona prowadzi: loguje użytkowników  bądź odmawia zalogowania, dostarcza określonych zasobów, wchodzi w interakcje z innymi systemami, nawiązuje własne połączenia, miewa problemy z działaniem, zamyka się i jest uruchamiana – przykładów jest wiele. Wśród takich rejestrowanych działań oczywiście mogą pojawiać się też takie, które wynikają z prowadzonego ataku (bo atak sieciowy to pewna sekwencja zdarzeń odnotowanych na poszczególnych urządzeniach), bądź już jego konsekwencji (np. wyprowadzanie danych). To teraz wyobraźmy sobie firmę, gdzie mamy serwery HTTP,  load balancery, serwery backupu, program kadrowy, aplikację do fakturowania, serwer dyskowy, programy antywirusowe i wszystko to spięte infrastrukturą sieciową, która także składa się z podsystemów, jak przełączniki, routery, access pointy czy zapory sieciowe. Każdy z tych elementów jest źródłem logów. Każde takie źródło podczas ataku cybernetycznego wygeneruje i zapisze informacje, które danego ataku będą dotyczyć.

Wyobraźmy sobie zatem, jaką ilość informacji firma powinna przetworzyć, żeby trzymać rękę na pulsie.  Przyjrzyjmy się teraz, dlaczego jednak warto to robić i jak można sobie taką pracę ułatwić.

Ze wszelakich statystyk wynika, że w cyklu życia incydentu najdłuższy jest czas od wykonania ataku do momentu jego wykrycia, który to najczęściej wynosi tygodnie lub miesiące (polecamy tu np. coroczne raporty Verizon).  W tymże okresie atakujący prawdopodobnie będą buszować po serwerze i sieci lokalnej ofiary, prowadząc podsłuch, wyprowadzając dane i próbując kompromitować kolejne systemy. Dlatego codzienna analiza logów powinna być częścią obowiązków administratora systemów IT, tak samo jak bieżąca obsługa takich systemów, wgrywanie aktualizacji itd. Wykonywanie obowiązku monitoringu logów można sobie na szczęście ułatwić, choćby gromadząc wszystkie dzienniki w jednym miejscu – a konkretnie systemie, który je będzie agregował. Taki system nosi fachową nazwę “loghost” i spowoduje, że nie trzeba będzie przeglądać logów na każdym systemie IT z osobna. Przede wszystkim jednak, widząc zdarzenia ze wszystkich systemów w jednym zestawieniu, doświadczony administrator może zauważyć związki (korelacje) pomiędzy nimi i wyciągnąć czasem krytyczne dla firmy wnioski.

Monitoring logów można zoptymalizować jeszcze bardziej. Stanie się to dzięki zastosowaniu aplikacji, którae będzie nie tylko logi agregować, ale także znajdować korelację pomiędzy nadesłanymi danymi i samoczynnie oceniać stopień zagrożenia na bazie pojedynczych, jak też skorelowanych informacji. Aplikacja taka może robić to w czasie rzeczywistym, wysyłając powiadomienia o sytuacjach, które uzna za groźne. Takie aplikacje nazywamy SIEM (Security Information and Event Management) i obecnie notujemy na rynku ogromny wzrost ich popularności.  Siła SIEM-ów leży przede wszystkim w dużej liczbie i jakości reguł korelacji, która jest w nie wbudowana. Reguły te odzwierciedlają sekwencje różnych ataków i wynikają z doświadczeń producentów SIEM, gromadzonych często latami, podczas monitorowania cyberprzestrzeni, jak też analizy konkretnych przypadków włamań. Ponadto aplikacje tego typu umożliwiają długoterminowe przechowywanie danych historycznych – a takie mogą być potrzebne, gdyby jednak doszło do włamania i trzeba by prześledzić jego historię. Środowiska IT w firmach mają raczej tendencje rozwojowe, podobnie jak liczba ataków na świecie.  Wymaga to zastosowania skalowalnego rozwiązania do analizy logów. Systemy SIEM wpisują się dobrze w takie potrzeby. Zwykle wraz ze wzrostem liczby źródeł danych do analizy wystarczy rozbudować zasoby sprzętowe systemu. Rynek aplikacji SIEM także nie będzie więc malał. Klient musi tylko dobrze wybrać. Jak ? – polecamy choćby zajrzeć do raportów Gartnera.

©Prawa autorskie. Wszystkie treści opublikowane na tym blogu objęte są prawami autorskimi. Zabrania się kopiowania, rozpowszechniania i ich odtwarzania bez zgody autora.

Autor artykułów z kategorii
bezpieczeństwo ICT i aplikacji.

Jest wieloletnim ekspertem z zakresu zarządzania systemami IT i bezpieczeństwa. Specjalizuje się w analizach podatności i testach bezpieczeństwa.

Autor artykułów z kategorii
człowiek słabe ogniwo.

Inicjatywa Kultury Bezpieczeństwa, doświadczony expert i pasjonat bezpieczeństwa informacji.